Dzisiaj jest 12 gru 2017, 13:00

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 186 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna
Autor Wiadomość
Post: 23 lut 2013, 13:09 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 23 lut 2013, 13:00
Posty: 2
Wieje w lewo wieje w prawo
Piechociński patrzy coś niemrawo...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 20 kwie 2013, 23:04 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Ludowa piosnka antyrządowa

(Na melodię okupacyjnej piosenki.)

Przewina, niesława, miecz katowski
Stracił stołek Budzanowski.

Choróbsko, kostnica, trumna, gleba
Czas by odszedł też Kaszeba.

Malaria, gruźlica, kiła, trąd
Niechaj spływa cały rząd!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Rymowany dwupak
Post: 26 kwie 2013, 23:05 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Sławomir Nowak – zblamowany dandys

wprost.pl

Po tym jak pan się w mediach tłumaczył, skąd bierze
Niedostępne szarakom, drogie czasomierze,
W obowiązku się czuję czym prędzej wnioskować,
By jednostce blamażu nadać nazwę „nowak”.


Lilija spod psiej nóżki

gazeta.pl

Niechaj naród tę prawdę w głowy sobie wbija,
Że Sawicka jest czysta jakoby lilija.
Jednak sąd w swoich słowach wspomnieć nie przeoczył,
Iż tę cudną liliję nieco piesek zmoczył.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 30 kwie 2013, 1:41 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Dwadzieścia trzy palce w odbycie ministra

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ukończył w tym roku pięćdziesiąt lat. W tym wieku należy już systematycznie badać prostatę. Wyobraźmy sobie, że Sikorski udaje się do swojego lekarza, wchodzi do jego gabinetu, ściąga spodnie i bieliznę. Wtedy lekarz przyzywa do gabinetu dwudziestu dwóch stażystów i wszyscy oni wraz z pryncypałem (pojedynczo lub po kilku naraz) wprowadzają palce do odbytu ministra w celu zbadania jego gruczołu krokowego. Co Sikorski myślałby po takim zdarzeniu o swoim lekarzu?

Podobnie powinni myśleć o Sikorskim wyborcy po jego wypowiedzi na temat uposażenia byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Sikorski zabrał głos w tej sprawie między innymi w związku z wątpliwościami, jakie wywołują „sondażowe” działania Kwaśniewskiego dotyczące zakupu przez rosyjską spółkę „Acron” udziałów w Zakładach Azotowych w Tarnowie-Mościcach. – Były prezydent Niemiec, który odszedł z kłopotami, dostaje 200 tysięcy euro, nasz były prezydent dostaje bodajże na rękę 4,5 tys. złotych – a jako była głowa państwa otrzymuje listy, jest osobą publiczną, za takie pieniądze się tego nie daje zrobić. Raz na zawsze się zdecydujmy, albo stawiamy bardzo wysoko poprzeczkę, ale trzeba za to zapłacić, a jak nie płacimy, to nie bądźmy hipokrytami – powiedział w radiu TOK FM Sikorski. [1], [2]

Po uwzględnieniu kursu euro (przyjąłem 4,1399 zł), ze słów ministra można wnioskować, że były prezydent Niemiec – Christian Wulff – otrzymuje 184-krotnie większe uposażenie od swojego polskiego odpowiednika, bo przeciętnie rozgarnięty człowiek porównuje roczne uposażenie do rocznego, miesięczne do miesięcznego, uposażenie netto do uposażenia netto, a kwotę brutto do kwoty brutto. Tymczasem Sikorski zestawia nieaktualną i z grubsza określoną kwotę rocznego uposażenia brutto Christiana Wulffa z nieaktualnym i z grubsza określonym miesięcznym uposażeniem netto Aleksandra Kwaśniewskiego.

Od 2013 roku roczne uposażenie byłego prezydenta Niemiec wynosi 217 000 euro, czyli miesięcznie otrzymuje on równowartość około 74 863,19 zł brutto. Natomiast Aleksander Kwaśniewski zgodnie ze znowelizowaną w 2011 roku Ustawą o uposażeniu byłego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej otrzymuje 75% wynagrodzenia zasadniczego urzędującego prezydenta. Aktualnie miesięczne uposażenie Kwaśniewskiego wynosi 9 274 zł brutto czyli 6 529 zł netto. Należy wspomnieć, że w myśl wzmiankowanej ustawy byłym prezydentom przysługują również środki na prowadzenie biura – obecnie około 12 000 zł. [3], [4], [5], [6]

Zatem uposażenie Christiana Wulffa jest 8-krotnie wyższe od uposażenia Aleksandra Kwaśniewskiego. Wobec tego Radosław Sikorski zawyżył 23-krotnie relację pomiędzy uposażeniem byłego prezydenta Niemiec i byłego prezydenta Polski. Jeżeli Sikorskiemu nie przeszkadza, że 23-krotnie przejaskrawił stosunek uposażeń byłych głów państwa, nie powinien również oponować, przy próbie badania per rectum dwudziestoma trzema palcami zamiast jednego.

Gwoli uczciwości trzeba zauważyć, że uposażenie Christiana Wulffa jest 4,8 raza wyższe od przeciętnego wynagrodzenia w Niemczech w 2012 roku, a uposażenie Aleksandra Kwaśniewskiego jest tylko 2,6 raza wyższe od przeciętnego wynagrodzenia w Polsce w tym samym roku. Gdybyśmy chcieli wprowadzić proporcje niemieckie, to Kwaśniewski musiałby otrzymywać miesięcznie przeszło 16 900 zł brutto. [7], [8]

Czy sam wzrost uposażeń polskich polityków, z pominięciem innych środków motywujących, podniósłby jakość ich pracy i zwiększył ich dbałość o interes kraju? Wydaje mi się, że nie. Jeżeli nasi politycy chcą bez powszechnego sprzeciwu podwyższyć swoje uposażenia według proporcji jakie funkcjonują w Niemczech, powinni zacząć od radykalnego ograniczenia karmienia nas grepsami zapożyczonymi od podrzędnych akwizytorów na rzecz dialogu, w którym w jasny sposób będą przedstawiali swój program i popierali go merytorycznymi argumentami. W moim przekonaniu przytoczona wyżej wypowiedź Sikorskiego jest dobrym przykładem tego jak obecna ekipa rządząca traktuje słowa kierowane do społeczeństwa. Uważam, że słowa są dla obecnie rządzących instrumentem manipulacji, służącym do wyłudzania, sprawowania i utrzymywania władzy, wykorzystywanej przede wszystkim do zabezpieczania interesów nielicznej kasty uprzywilejowanych.

Możliwe, że ktoś się zapyta: A może Sikorski mówi te farmazony nie dlatego, że chce manipulować opinią publiczną, tylko z tego prostego powodu, że jest głupi i niekompetentny? No cóż, rozpocząłem motywem urologicznym i takim samym motywem zakończę odpowiadając na powyższe pytanie: Skoro minister Nowak wymienia się zegarkami ze swoim kumplem biznesmenem, to nie można wykluczyć że minister Sikorski zamienia się na głowy – by nie powiedzieć na łby – ze swoim małym, ściśle współpracującym z prostatą przyjacielem. [9]


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 03 maja 2013, 21:29 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Orzeł może

gazeta.pl

To jest prawda – orzeł może,
Ale z Bronkiem trochę gorzej.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 28 lip 2013, 12:35 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Donek i Vincent wyłączają TAWS

Według teorii obowiązującej w szeregach Platformy Obywatelskiej jedną z głównych przyczyn katastrofy smoleńskiej było ignorowanie przez pilotów komunikatów systemu TAWS. System TAWS ostrzega pilota, kiedy sterowany przez niego samolot niebezpiecznie zbliża się do ziemi. Lot poniżej wysokości stanowiącej próg bezpieczeństwa może na przykład doprowadzić do rozbicia się samolotu o rosnące drzewo. To właśnie zdaniem komisji Millera i zespołu Laska – działających pod auspicjami rządu PO – było istotnym powodem tragedii z 10 kwietnia 2010 roku.

Odpowiednik systemu TAWS w polskich finansach publicznych stanowią progi ostrożnościowe. Są one granicznymi wartościami zadłużenia publicznego w stosunku do produktu krajowego brutto (PKB), po których przekroczeniu rząd zobowiązany jest do wdrożenia określonych środków sanacyjnych. Wspomniane wartości graniczne i wykaz działań naprawczych zapisano w Konstytucji RP i Ustawie o finansach publicznych z dnia 27 sierpnia 2009 r. Wymienione akty prawne wyróżniają pierwszy, drugi i trzeci próg ostrożnościowy. Ich wartości wynoszą odpowiednio: 50, 55 i 60% PKB.

26 lipca bieżącego roku Sejm na wniosek tuskowego rządu uchwalił głosami Platformy Obywatelskiej oraz PSL-owskiej przystawki zawieszenie do końca tego roku sankcji wynikających z przekroczenia pierwszego (50-procentowego) progu ostrożnościowego. Ma to umożliwić Donkowi i jego księgowemu Vincentowi zwiększenie deficytu w rozwalającym się budżecie państwa na rok 2013, oraz przyjęcie wyższego deficytu w ustawie budżetowej na rok 2014. [1]

W tym miejscu warto zauważyć, że według wyliczeń opartych na metodologii Eurostatu polski dług publiczny już w 2009 roku przekroczył 50% wartości PKB. Według danych Eurostatu dług publiczny Polski wynosił pod koniec 2007 roku – czyli na początku rządów Platformy – 45,0% PKB, a pod koniec 2012 roku osiągnął wartość 55,6% PKB. Zatem zadłużenie publiczne w omawianym pięcioletnim okresie, przypadającym na światłe władanie Donka i Vincenta wzrosło o 10,6 punktu procentowego. [2]

Jeżeli Platforma Obywatelska uważa za coś gorszącego i zakazanego ignorowanie przez pilotów wskazówek systemu TAWS, który ostrzega o zbliżaniu się do niebezpiecznego progu wysokości lotu, to nie powinna sobie pozwalać na lekceważenie zagrożeń i obchodzenie procedur naprawczych związanych z przekroczeniem progów bezpieczeństwa finansów publicznych.

Doświadczenia pokazują, że politycy winni katastrof finansowych państwa bez porównania częściej uchodzą cało niż piloci odpowiedzialni za tragedie lotnicze. Bywa, że pilot wiezie skompromitowanego polityka do zagranicznej synekury, na której ma on przetrwać trudny dla siebie okres. Jeśli taka będzie przyszłość Donka lub Vincenta, powinni się oni modlić, aby pilot nauczony ich przykładem nie zignorował ostrzeżeń systemu TAWS. Gdyby, nie daj Bóg, doszło wówczas do jakiegoś nieszczęścia żałowałbym ich, tak jak żałuję odejścia prawie każdego człowieka. Mam jednak nadzieję, iż żaden z mówców funeralnych nie poważyłby się w tym przypadku na frazes, że „polityka polska poniosła bolesną stratę”.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 04 sie 2013, 1:41 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Do krewkiego boksera

wyborcza.pl

Gdy cię do pasji doprowadzi
Kąśliwe zdanie dialektyka:
TVN-owca, kogoś z władzy;
Razami pięści go nie tykaj.

Bo go w publiki przekonaniu
Z wilczyska zmienisz w biedną owcę,
I w twym kierunku krzyknie „Draniu!”,
I uzna cię za prześladowcę.

Odpowiedz w słowie lub obrazie,
Zawartą tezą sarkastyczną –
Ona dotkliwiej może razić,
Niż gdyby cios wymierzył Kliczko.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 12 sie 2013, 11:21 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
POrzucone obietnice?

Wciąż nie daje mi spokoju – i pewnie jeszcze długo nie da – sprawa narastania długu publicznego Polski pod rządami Platformy Obywatelskiej i podłączonego do niej urządzonka peryferyjnego zwanego Polskim Stronnictwem Ludowym.

Jak można się było domyśleć, zdominowany przez rządzącą koalicję Senat przyklepał przegłosowaną w Sejmie ustawę o zawieszeniu do końca tego roku sankcji wynikających z przekroczenia 50-procentowej relacji długu publicznego do produktu krajowego brutto (PKB). [1]

Przy pomocy „Google” dość łatwo odnaleźć w internecie program wyborczy Platformy Obywatelskiej z 2011 roku zatytułowany „Następny krok. Razem”. Ale dotarcie do tego dokumentu ze strony głównej PO jest co najmniej kłopotliwe. Może dlatego, że aktualnie kłopotliwe dla PO są zawarte w nim obietnice? [2]

W słowie wstępnym do wspomnianego programu, na stronie 19, Donald Tusk składa, sygnowaną swoim podpisem, następującą deklarację:

„Będziemy dążyć do zrównoważonego budżetu przed końcem kadencji. Obniżymy relacje długu do PKB do 48% w 2015 roku i do 40% w 2018 roku, dzięki czemu będziemy mieli niższe stopy procentowe i szybszy wzrost gospodarczy.”

W związku z rozziewem między obecnymi poczynaniami rządu Platformy Obywatelskiej a obiecankami wyborczymi z 2011 roku nasuwają mi się następujące pytania:

1. Jaka wartość długu publicznego w relacji do PKB jest dla obecnego rządu progiem alarmowym, po którego ewentualnym przekroczeniu podejmie on zdecydowane środki zaradcze?

2. Czy w związku z obecną sytuacją wyborcy mają zapomnieć o deklarowanym przez Platformę obniżeniu relacji długu publicznego do 48% PKB w 2015 roku – czyli na koniec kadencji? A jeżeli tak, to jakie zadłużenie publiczne w stosunku do PKB przewiduje rząd w 2015 roku?

3. Kiedy – według rządu – nastąpi największe obciążenie polskich podatników spłatami już zaciągniętych i nadal zaciąganych długów publicznych?

Przypomnę jeszcze raz, że wyliczenia oparte na metodologii Eurostatu wskazują, iż polski dług publiczny już w 2009 roku przekroczył 50% wartości PKB. Według danych Eurostatu dług publiczny Polski pod koniec 2012 roku kształtował się na poziomie 55,6% PKB. [3]

Zapamiętajmy tę ostatnią liczbę i cofnijmy się w naszych rozważaniach o przeszło trzydzieści lat. Obliczyłem na podstawie źródeł, które podaję, że zadłużenie Polski wynosiło na koniec 1981 roku 55,2% PKB. Ów rok, uwieńczony wprowadzeniem stanu wojennego przez Jaruzela, zapoczątkował wieloletni okres nędzy i beznadziei, kiedy na półkach sklepowych królowały ocet i musztarda. [4], [5], [6]

Mogę pocieszyć czytelników, że gdyby jednak Platforma schrzaniła do reszty nasze finanse publiczne, to teraz będzie odwrotnie. System gospodarczy mamy inny i towarów w sklepach nie zabraknie. Tylko wielu z nas zabraknie pieniędzy, żeby je kupić. I być może, kiedy będziemy ślinili się z głodu stojąc przed drzwiami jakichś delikatesów, potrąci nas wychodzący stamtąd z wyładowaną reklamówką Donald albo inny Vincent. Bo ich portfele, jeżeli nawet schudną, to nie na tyle by musieli sobie odmówić szyneczki parmeńskiej na kolację czy paru lampek czerwonego wina na dobry sen i trawienie.

Nadmieniłem, że tytuł programu wyborczego Platformy Obywatelskiej z 2011 roku brzmi „Następny krok. Razem”. Życzę sobie, Polakom i Tuskowi, aby następny krok, który razem wykonamy nie był krokiem w przepaść.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 31 sie 2013, 0:34 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Tusk wyciąga ręce po sześciolatki

Jest bardzo prawdopodobne, że z inicjatywy rządu PO-PSL obowiązkiem szkolnym od roku szkolnego 2014/2015 zostaną objęte sześciolatki. 30 sierpnia 2013 roku Sejm przyjął stosowne zmiany w ustawie o systemie oświaty. Nowelizacja zostanie teraz przesłana do Senatu. I co w tym złego? [1]

Gdyby taka sytuacja miała miejsce na przykład dziesięć lat temu, pewnie nie robiłoby to na mnie większego wrażenia. Od sześciu, czy od siedmiu lat do szkoły? Rok w tę czy rok we w tę? Czy to taka wielka różnica? Przecież w tylu państwach na świecie sześciolatki chodzą do szkoły i nie słychać, żeby z tego powodu działa się im wielka krzywda. Teraz, kiedy od kilku lat jestem ojcem, zrewidowałem swoje poglądy w kwestii edukacji najmłodszych.

Na początek przeanalizujmy problem arytmetycznie. Tuskowy rząd - w szczególności sam premier i minister oświaty Krystyna Szumilas - chce wysłać dzieci do szkoły o jeden rok wcześniej. Jeden rok to dla sześciolatka aż jedna szósta jego życia. Premier Donald Tusk ma ukończone 56 lat, minister Krystyna Szumilas - 57 lat. Jedna szósta ich wieku to przeszło dziewięć lat. Można zatem powiedzieć, że 1 rok życia sześciolatka odpowiada przeszło 9-ciu latom życia osoby w wieku Pana Premiera czy Pani Minister. Czy Donald Tusk i Krystyna Szumilas chcieliby na przykład już dzisiaj być w takiej kondycji psychofizycznej w jakiej będą za 9 lat, czyli w wieku 65-ciu czy 66-ciu lat? Inne są możliwości 65-latka i inne - 55-latka, tak jak odmienne są możliwości sześciolatka i siedmiolatka. Dlatego wymagania stawiane człowiekowi muszą być adekwatne do okresu rozwojowego, w którym się on znajduje.

Skupmy się teraz na dzieciach. W organizmie dziecka będącego w przedziale wiekowym mniej więcej: pięć i pół - sześć i pół roku życia (różnice indywidualne), rozpoczyna się tak zwany skok rozwojowy, czyli intensywne zmiany fizyczne i psychiczne. Proces ten trwa około 6 miesięcy. Ciało i umysł dziecka po skoku rozwojowym są dojrzalsze i sprawniejsze niż przed skokiem. Wiele dzieci rozpoczynających naukę szkolną w roku ukończenia sześciu lat będzie się wtedy znajdowało jeszcze przed lub w trakcie skoku rozwojowego (rozpiętość wiekowa dzieci dnia 1 września: 5 lat i 8 mies. - 6 lat i 8 mies.). Natomiast większość dzieci rozpoczynających naukę szkolną w roku ukończenia siedmiu lat będzie już miała skok rozwojowy za sobą. [2]

Uważam, że w warunkach społeczno-ekonomicznych obecnie panujących w naszym kraju jest lepiej dla dziecka, kiedy rozpoczyna naukę w szkole po zakończeniu skoku rozwojowego. Poniżej przedstawiam przesłanki, które skłoniły mnie do przyjęcia takiego poglądu.

1. Dziecko przed lub w trakcie skoku rozwojowego jest mniej odporne na stres. Przejście dziecka z przedszkola do szkoły, związane ze zmianą miejsca i zmianą nauczyciela ("mojej pani", jak mówią dzieci) jest dla niego z pewnością sytuacją stresogenną.

2. Zwieracze dziecka przed lub w trakcie skoku rozwojowego są mniej wytrzymałe. Takie dziecko nie może długo wstrzymywać swoich potrzeb fizjologicznych. Wobec tego sześciolatek musi mieć prawo wychodzenia do toalety w czasie lekcji. Ile sal lekcyjnych, w których mają się uczyć sześciolatki wyposażonych jest w wejście prowadzące bezpośrednio do toalety (tak jak w przedszkolach)? Jeżeli wejście do toalety znajduje się w korytarzu, to nauczyciel nie ma możliwości właściwego dozorowania malucha, który wyszedł za potrzebą, gdyż musiałby w tym celu pozostawić bez opieki resztę dzieci w klasie. W ilu szkołach znajdują się toalety przystosowane do wzrostu sześciolatków?

3. Dziecko przed lub w trakcie skoku rozwojowego ma mniejszą pojemność żołądka i odporność na głód. Ile szkół jest wyposażonych w zaplecze umożliwiające wydawanie sześcioletnim dzieciom i konsumpcję przez nie (także w sali lekcyjnej) odpowiednich, zdrowych posiłków i ciepłych napojów?

4. Układ kostny i mięśniowy dziecka przed lub w trakcie skoku rozwojowego jest słabszy. W związku z tym sześciolatki trzeba szczególnie chronić przed dźwiganiem nadmiernych ciężarów. Ile klas wyposażonych jest w szafki o dostatecznej pojemności, umożliwiające dzieciom pozostawienie w szkole części przyborów i podręczników. W ilu placówkach sześciolatek może pozostawić po zajęciach, w szatni lub w klasie, buty do chodzenia po szkole? Dlaczego rząd nie doprowadził do przyjęcia normy określającej dopuszczalną maksymalną masę uczniowskiego tornistra? Może dlatego, iż zdaje sobie sprawę, że wbrew temu co głosi wyposażenie szkół jest niedostateczne, i że z tego powodu wspomniana norma byłaby notorycznie przekraczana? Wprawdzie Główny Inspektor Sanitarny zaleca, aby masa uczniowskiego tornistra nie przekraczała 10 do 15% masy ciała ucznia, ale to zalecenie nie ma mocy wiążącej i za jego nieprzestrzeganie nie grożą szkołom żadne konsekwencje. [3]

5. Dziecko przed lub w trakcie skoku rozwojowego posiada mniejszą zdolność oceny zagrożenia i przewidywania skutków swoich działań. Dlatego przeciętny sześciolatek wymaga ściślejszego nadzoru niż siedmiolatek. Ma to odzwierciedlenie w polskim prawodawstwie. Między innymi art. 106 kodeksu wykroczeń stanowi:
"Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7 (wytłuszczenie moje) albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo karze nagany."
Jedna osoba - nauczyciel - może mieć trudności z zapewnieniem właściwej opieki dwudziestu kilku sześciolatkom w klasie. Jako przykład podam opisany w punkcie 2 problem załatwiania potrzeb fizjologicznych przez dzieci. Zresztą nauczyciel też musi iść raz na jakiś czas do toalety. W przedszkolach zatrudniane są osoby pełniące funkcję tzw. pomocy przedszkolnej. W ilu szkołach utworzono analogiczne etaty pomocy nauczyciela pierwszej klasy?
A ile szkół jest w stanie zapewnić sześciolatkom należytą opiekę świetlicową? Dziecko w tym wieku nie może przecież samo wracać ze szkoły do domu i czekać tam na przyjście z pracy rodziców.

6. Dziecko przed lub w trakcie skoku rozwojowego szybciej się męczy podczas ćwiczeń w pisaniu. A to dlatego, że jeszcze się u niego nie zaczął lub dopiero trwa pierwszy etap kostnienia nadgarstka. Nie oznacza to, że sześciolatek nie powinien uczyć się pisania. Jednak z lektury nowej podstawy programowej wynika dla mnie, że od sześciolatka-pierwszoklasisty wymaga się, aby w dziedzinie czytania i pisania opanował w ciągu roku tyle, ile ja miałem przyswoić w dwa lata chodząc najpierw rok do zerówki, a potem rok do pierwszej klasy. Sądzę, że taka przyspieszona alfabetyzacja będzie dla przeciętnego sześciolatka traumatyczną harówką ponad jego siły. [4]

7. Uczenie sześciolatków wymaga od nauczyciela innych umiejętności, w tym umiejętności praktycznych, niż edukowanie siedmiolatków. Wynika to ze wspomnianych różnic rozwojowych, przejawiających się między innymi w mniejszych zdolnościach koncentracji uwagi, panowania nad emocjami, spostrzegania, zapamiętywania oraz w mniejszej odporności na zmęczenie dzieci przed lub w trakcie skoku rozwojowego. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewnia, że nauczyciele pracujący w szkołach posiadają odpowiednie kwalifikacje do pracy z dziećmi młodszymi. A ja pytam się: ile godzin praktyk z sześciolatkami (w dotychczasowych zerówkach) odbyli w ramach zdobywania kwalifikacji nauczyciele, którzy do tej pory uczyli przede wszystkim siedmiolatki i dzieci starsze?

I jeszcze jedna uwaga. Ten komu rzeczywiście zależy na dobru dzieci, tak poważną reformę jak wysłanie sześciolatków do szkół powinien zacząć od solidnego przygotowania infrastruktury. Wspominałem już o toaletach, szafkach i świetlicach. Czas najwyższy poświęcić więcej uwagi salom lekcyjnym. Według zaleceń władz Bawarii na jednego ucznia w klasie powinny przypadać przynajmniej 2 metry kwadratowe powierzchni i przynajmniej 6 metrów sześciennych przestrzeni; polski urzędnik z ministerstwa oświaty w odpowiedzi na interpelację poselską podał nawet wartość 2,5-3 metry kwadratowe na ucznia. W ilu polskich szkołach spełnione są te normatywy? W czasach Tuska słyszy się przede wszystkim o likwidacji szkół, a nie o ich budowie i rozbudowie. Wbrew pozorom, niż demograficzny jaki nas dotyka powinien skłaniać mądre władze do rozwijania bazy opiekuńczo-edukacyjnej, bo to jest bodziec zachęcający obywateli do posiadania potomstwa. [5], [6]

Pragnę oznajmić, że jestem autentycznym zwolennikiem edukacji sześciolatków. Ale uważam, że w aktualnej sytuacji Polski lepszym miejscem do tego celu od szkół są przedszkola z zerówkami, w których program edukacji powinien obejmować podstawy czytania, pisania i liczenia. Być może należałoby również wprowadzić więcej elementów edukacyjnych - oczywiście w formie zabawowej - już w przedszkolnej grupie pięciolatków.

Na stronie internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów można przeczytać następujące uzasadnienie posłania sześciolatków do szkół:

"Rozwiązanie takie przede wszystkim zapewnia wyrównanie szans edukacyjnych dzieci pochodzących ze środowisk o różnym kapitale kulturowym. Dzieci, które idą wcześniej do szkoły zyskują dostęp do lepszej niż w przedszkolu infrastruktury naukowej (darmowa nauka języka obcego i zajęcia pozalekcyjne), sportowej (boiska i place zabaw) oraz informatycznej." [7]

W związku z wątpliwościami, które przedstawiłem wyżej, nie przekonują mnie te argumenty tuskowego rządu. W moim przekonaniu wprowadzana na siłę przez rząd PO-PSL reforma może spowodować u wielu sześciolatków uprzedzenia, fobie, nerwice i agresję (w tym autoagresję), a także regres mentalny lub spowolnienie rozwoju. Zaburzenia te mogą mieć wpływ na całe późniejsze życie dzieci, które padną ofiarą eksperymentu oświatowego prowadzonego przez obecne władze.

Myślmy o dzieciach, ale pamiętajmy też o sobie. Za dwadzieścia, trzydzieści lat, kiedy wielu z nas osiągnie wiek podeszły, dzieci które obejmie reforma Tuska (jeśli wejdzie w życie) będą już aktywne zawodowo. Jeżeli wówczas salowy w szpitalu spoliczkuje nas, gdy rozlejemy zupę na pościel, albo pielęgniarka źle nam odmierzy lekarstwo, bądź urzędnik w ZUS-ie czy innym OFE niewłaściwie nam policzy emeryturę, czy winniśmy mieć wtedy pretensje tylko do nich, czy także do autorów reformy, która spaczyła ich rozwój? Na pewno powinniśmy mieć wówczas wyrzuty do siebie, jeżeli teraz nie dość energicznie sprzeciwiamy się ryzykownym planom rządu.

Jaki jest rzeczywisty cel reformy oświatowej Tuska? Dlaczego Tusk wyciąga ręce po sześciolatki? Jestem przekonany, że w działaniach obecnego premiera nie chodzi o dobro dzieci, ale o podtrzymanie padającego systemu finansów publicznych: uczniowie rok wcześniej skończą edukację, pójdą szybciej do pracy i będą dłużej pracowali, w związku z czym wniosą do kasy publicznej więcej podatków i parapodatków, a pobiorą z niej mniej zapomóg.

Tego typu pomysły na pozyskanie i zaoszczędzenie publicznych pieniędzy kosztem harmonijnego rozwoju dzieci oceniam jako cyniczne i niegodziwe.

Osobiście wolałbym, aby Tusk skazał mnie na rok pracy więcej, podwyższając mój wiek emerytalny nie do 67 a do 68 lat, niż żeby moje dziecko i inne maluchy zmuszane były do pójścia o jeden rok wcześniej do słabo przygotowanych na tę okoliczność szkół.

Ostateczne postanowienia w sprawie sześciolatków na razie nie zapadły. Znowelizowana ustawa musi być przyjęta przez Senat i podpisana przez Prezydenta. Być może Tusk wycofa się jeszcze ze swojego planu? Widzi przecież, że Polacy zaczynają się od niego odwracać. A wprowadzenie obowiązku chodzenia sześcioletnich dzieci do szkół poparcia mu raczej nie przysporzy - w roku szkolnym 2012/2013, kiedy decyzja o wysłaniu sześciolatka do szkoły zależała od rodziców, do pierwszej klasy poszło zaledwie 17,62% dzieci w tym wieku, a w roku 2013/2014 według szacunkowych danych pójdzie około 15%, czyli jeszcze mniej. [8], [9]

Warto zwrócić uwagę, że posłowie mają obecnie szansę dopuszczenia Polaków do głosu w kwestii sześciolatków, bowiem w czerwcu bieżącego roku do Sejmu trafił wniosek fundacji "Rzecznik praw rodziców" w sprawie przeprowadzenia referendum, w którym jedno z pytań dotyczy obowiązku szkolnego dla sześcioletnich dzieci. Pod wspomnianym wnioskiem podpisało się prawie 950 tys. obywateli. [10]

Mam nadzieję, że rankiem dnia 1 września 2014 roku i w następnych latach polskie sześciolatki pójdą pod opieką swoich rodziców nie do szkół a do przedszkoli.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 07 lut 2014, 2:33 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Polska wydmuchana za miedziaka?

Czy Państwo Polskie w latach 2002-2003 dało się wykorzystać Stanom Zjednoczonym za 15 mln dolarów?

Kto dałby się wykorzystać seksualnie za 0,18 promila swoich rocznych dochodów? Czy zapłata w podanej wysokości zrekompensowałaby ryzyko złapania grzybicy, rzęsistka, trypra albo innego HIV-a, czy zrekompensowałaby obniżenie samooceny i możliwość zszargania reputacji? Weźmy konkretny przykład: osoba zarabiająca rocznie 24 tys. zł (2 tys. zł miesięcznie) dostałaby za wyświadczoną usługę 4,32 zł. Zgodzić się na taką propozycję mógłby chyba tylko ktoś niepełnosprawny umysłowo, nieznający się na wartości pieniędzy lub jakiś zdegenerowany, spłukany z kasy nałogowiec, upatrujący w tym szansy zdobycia grosiwa na zaspokojenie swoich chorobliwych skłonności.

Z artykułu Adama Goldmana, zamieszczonego w "Washington Post" wynika, że Polska w latach 2002-2003, w wyniku decyzji jej władz, dała się wydymać Stanom Zjednoczonym za wspomnianą cenę 0,18 promila rocznych dochodów.

Czym dla człowieka są jego roczne dochody, tym dla państwa są roczne dochody sektora finansów publicznych. Na dochody sektora finansów publicznych składają się dochody podsektorów: rządowego, samorządowego i ubezpieczeń społecznych. W 2003 roku dochody sektora finansów publicznych w Polsce liczone w cenach bieżących wynosiły 83,439 mld dolarów. 0,18 promila tych dochodów to wspomniana na wstępie kwota 15 mln dolarów. Tyle właśnie, według Goldmana, zapłacili Polsce Amerykanie. Ów ochłap pieniężny dostarczyli jakoby na początku 2003 roku w dwóch kartonowych pudłach do siedziby Agencji Wywiadu. Miała to być cena za udostępnienie przez Polskę willi i sąsiadującego z nią budynku na terenie ośrodka szkolenia wywiadu w Starych Kiejkutach na Mazurach. Funkcjonariusze amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) urządzili tam podobno więzienie z katownią, gdzie przetrzymywali i przesłuchiwali podejrzanych o działalność terrorystyczną. W celu wydobycia zeznań osadzeni w Kiejkutach byli rzekomo poddawani torturom takim jak: bicie po twarzy, pozbawianie snu, podtapianie (osławiony waterboarding), pozorowanie egzekucji, wiercenie dziur w głowie. [1], [2]

Dlaczego Amerykanie mieliby lokować swoje katownie dla domniemanych terrorystów poza granicami USA?

Zapewne dlatego by utrudnić wspólnikom uwięzionych ich odnalezienie. Wspólnicy mogliby szukać osadzonych, by zmniejszyć niebezpieczeństwo wsypy. Zarówno USA jak i wiele krajów ze Stanami współpracujących, to dla ekstremistów islamskich obcy, nieprzyjazny teren. Gdyby zatem odnaleźli pojmanych kompanów, to raczej nie chcieliby ich odbijać, tylko zlikwidować - niewykluczone, że razem z więzieniem i przyległościami. W przypadku zastosowania takiej poszerzonej opcji likwidacyjnej, zastraszyliby obywateli państwa, które działa przeciwko ich interesom. To dla terrorystów byłoby również cenną korzyścią. Mogłoby też być tak, że kompani osadzonych daliby sobie spokój z więzieniem i w odwecie zaatakowaliby inne obiekty w kraju, gdzie znajdowała się katownia.

Umiejscowienie więzień dla ekstremistów islamskich poza terytorium Stanów Zjednoczonych kierowałoby zagrożenia związane z opisanymi wyżej akcjami terrorystów na obszary niezamieszkałe przez obywateli USA. W przypadku katowni w Kiejkutach zagrożenie zostałoby skierowane na Polskę.

Ktoś może częściowo podważać to co napisałem kontrargumentem, że zabicie współtowarzyszy odstraszyłoby następnych chętnych do zasilenia szeregów terrorystów. Odpowiem, że raczej nie, gdyż wielu z nich wstępuje do grup terrorystycznych godząc się z możliwością śmierci w zamachu samobójczym lub w walce i koniec z rąk ideowych pobratymców jest dla nich również śmiercią w imię wyznawanych wartości.

Poza tym, jeżeli Amerykanie organizowali więzienia dla terrorystów w państwach trzecich i tym samym przerzucili część odpowiedzialności na te państwa, to sprytnie odwrócili uwagę międzynarodowej opinii publicznej od siebie, jako inspiratora i głównego wykonawcy bezprawnych i kontrowersyjnych etycznie działań. Przykładem może być właśnie szum, jaki wytworzył się wokół Polski w związku z podejrzeniami dotyczącymi ośrodka w Starych Kiejkutach.

Ponadto ściganie i sądzenie funkcjonariuszy CIA podejrzanych o stosowanie tortur komplikuje się w przypadku, gdy dopuszczali się oni tych przestępstw poza granicami Stanów Zjednoczonych.

Torturowanie ludzi nie jest czynem chwalebnym i chyba każdy normalny człowiek czuje opór przed zadawaniem cierpień drugiemu człowiekowi. Jednak w państwie demokratycznym interes narodu, rozumianego jako ogół obywateli, jest dobrem najwyższym. Dla każdego państwa demokratycznego istotnym ogniwem interesu narodowego jest zapewnienie bezpieczeństwa jego obywateli. O ile można uznać, że po zamachach z 11 września 2001 roku torturowanie podejrzanych o terroryzm leżałoby w interesie Amerykanów, o tyle współudział w tym procederze Polaków za absurdalną cenę 15 mln dolarów z pewnością rozmijałby się z polskim interesem narodowym. Dlatego warto się zapytać, czy w zamian za umożliwienie Amerykanom zorganizowania katowni w Kiejkutach - jeżeli taki fakt miał miejsce - uzyskaliśmy od nich jeszcze inne korzyści, oprócz wspomnianej gotówki, które łącznie z pieniędzmi zrekompensowałyby nam negatywne konsekwencje tego kroku. Za taką korzyść należałoby uznać wzmocnienie gwarancji bezpieczeństwa dla Polski ze strony USA. Widoczna, od wielu lat postępująca marginalizacja spraw polskich w polityce Stanów Zjednoczonych wymownie wskazuje, że żadne realne wzmocnienie gwarancji bezpieczeństwa dla naszego państwa chyba nie nastąpiło.

Warto zastanowić się z jakich powodów Polska mogłaby zawrzeć z USA tak niekorzystny dla siebie deal. Próbując to wyjaśnić nadal będę posługiwał się analogią między państwem a człowiekiem. Wspomniałem, że za żałośnie niską cenę może się dać wykorzystać człowiek dotknięty niepełnosprawnością umysłową lub nałogiem. Obie te przypadłości mają swoje siedlisko w głowie. Głową państwa są ludzie sprawujący władzę. Nie mam najlepszego zdania o kompetencjach mentalnych wielu polskich polityków dzierżących ster rządów w przeszłości i obecnie, ale nie sadzę by byli ograniczeni do tego stopnia, żeby nie rozumieli nieopłacalności dla Polski analizowanej przeze mnie domniemanej transakcji. Zatem pozostaje nałóg jako przyczyna ubicia z Amerykanami tak kiepskiego dla naszego kraju interesu. Nałóg wiąże się z trudnością powstrzymania się przed zaspokojeniem chorobliwego popędu. Popędem jaki należy brać w tym wypadku pod uwagę jest chciwość, a nałogiem wynikająca z chciwości korupcja.

Wobec tego jeżeli politycy rządzący Polską w 2003 roku zgodzili się na urządzenie tutaj amerykańskiej katowni za niedorzeczną cenę 15 mln dolarów, to należy zbadać czy jakaś część tych pieniędzy lub środki z jakiegoś innego amerykańskiego "funduszu motywacyjnego" nie trafiły do ich prywatnej kieszeni.

Prokuratura Apelacyjna w Krakowie prowadzi śledztwo w sprawie domniemanych więzień CIA w Polsce. Przypuszczam, że decyzja o wszczęciu tego śledztwa oparta była na mocnych przesłankach. Jeżeli prokuratura potwierdzi opisane tutaj podejrzenia i wskaże winnych, to - według mnie - nie powinni oni jednak stanąć przed trybunałem stanu lub sądem. Strawestuję starą maksymę prawną w sposób następujący: lepiej puścić wolno parę kanalii i sprzedawczyków niż narażać na szwank interes narodowy. Fakty ujawnione podczas rozprawy i skazanie winnych przede wszystkim dostarczą argumentów przeciwnikom naszego kraju oraz zachęcą ich do podjęcia działań wymierzonych w Polskę.

W takim razie jaką karę należy wymierzyć winnym? W moim przekonaniu powinni oni zostać dyskretnie i dożywotnio wykluczeni z polskiego życia publicznego. Winnych należy skutecznie nakłonić do rezygnacji z wszelkich funkcji publicznych i nieubiegania się o nie w przyszłości. Trzeba im również stanowczo zaproponować wystąpienie z partii politycznych i innych organizacji. Powinni również stracić zainteresowanie występami w mediach. Uważam, że środkiem który może skutecznie zachęcać delikwentów do pozostawania w stanie cywilnej anabiozy jest widmo zaostrzenia sankcji fiskalnych z tytułu braku pokrycia majątku i wydatków w oficjalnych dochodach. Oprócz tego, każdy wyjazd z Polski sprzedawczyków narodowego bezpieczeństwa powinien odbywać się pod troskliwą opieką służb specjalnych w celu przejęcia przez państwo nielegalnego majątku zdeponowanego na zagranicznych kontach lub zdobycia informacji ułatwiających takie przejęcie.

Na koniec zajmijmy się personaliami. W czasie kiedy w Polsce miało dojść do feralnych wydarzeń opisanych przez "Washington Post", urząd Prezydenta RP sprawował Aleksander Kwaśniewski, a stanowisko Prezesa Rady Ministrów piastował Leszek Miller.
Warto przypomnieć, że w 2005 roku Leszek Miller wyjechał razem z żoną na czteromiesięczne stypendium do USA ufundowane przez Woodrow Wilson International Center. Średnia wysokość stypendium udzielanego przez tę instytucję wynosiła wtedy około 5 tys. dolarów miesięcznie. [3]

Niestety, wystawianie się za miedziaka stało się dla naszego kraju niechlubną spécialité de la maison. Czy my współcześni Polacy potrafimy tę fatalną tradycję zmienić?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 lut 2014, 1:11 
Offline
rekrut
rekrut

Rejestracja: 06 lut 2007, 20:11
Posty: 71
Lokalizacja: Polska
Platforma jak trzy pułki Trynkiewiczów?

Media w ostatnich miesiącach bardzo wiele uwagi poświęcały sprawie wyjścia na wolność Mariusza Trynkiewicza. Trynkiewicz skończył 11 lutego 2014 roku odbywanie kary 25-ciu lat pozbawienia wolności za morderstwo na tle seksualnym czterech nastoletnich chłopców.

W dniu zakończenia odsiadki przez Trynkiewicza media, oprócz newsów na temat "bestii z Piotrkowa", przekazały jeszcze jedną informację, której nie nadały już takiego rozgłosu. Otóż według prof. Krystyny Iglickiej-Okólskiej - ekonomistki, demograf i rektor Uczelni Łazarskiego - z Polski w 2013 roku mogło wyemigrować przeszło 500 tys. mieszkańców. [1]

W listopadzie 2013 roku minęła szósta rocznica objęcia rządów przez Platformę Obywatelską. Jeśli wierzyć szacunkom prof. Iglickiej, to tamtego roku przeszło pół miliona Polaków spakowało manatki i uciekło z Platfolandu przekonawszy się że "dobra zmiana" i "inteligentny rozwój" obiecywane im przez tuskową ferajnę to jedynie cwane ściemy, wymyślone na potrzeby wabienia lemingów.

Trynkiewicz zabił swoje cztery ofiary w ciągu 26-ciu dni. Gdyby jego morderczy trans utrzymywał się na tym samym poziomie i nikt by go nie powstrzymał, to przez rok czasu pozbawiłby życia około 56 osób. Aby zatem w ciągu roku zmniejszyć populację naszego kraju o 500 tys. Polaków - czyli mniej więcej o tylu ilu zdaniem Iglickiej wyemigrowało z Polski w 2013 roku - potrzebnych byłoby ponad 8 900 Trynkiewiczów. Według kategorii wojskowych 8 900 ludzi to pod względem liczebności trzy pułki.

Wyobrażam sobie reakcje oburzenia części czytelników: "Jak można porównywać rzeczy tak różne jak emigracja i morderstwo?!". Odpowiadam: pod pewnym względem można. Platforma nie ma oczywiście na rękach krwi Polaków, którzy wyjechali z Ojczyzny. Emigranci mają się z reguły nienajgorzej, często lepiej niż mieli się w Polsce. Jednak skutek demograficzny dla naszego kraju jednostkowej emigracji i zabójstwa a la Trynkiewicz jest podobny - w obu przypadkach tracimy osobę młodą, witalną, zdolną do wytwarzania, teraz lub w przyszłości, polskiego bogactwa.

Zdaniem części specjalistów nikłe są szanse na to, aby osoby pokroju Mariusza T. wyleczyły się z sadyzmu i pedofilii. Dlatego wspomniani eksperci uważają, że jedyną formą terapii skutecznie zapobiegającą popełnianiu przez takie osoby przestępstw na tle seksualnym jest osłabienie ich popędu płciowego na przykład w wyniku chemicznej kastracji.

Natomiast ja uważam za mało prawdopodobne, aby Platforma Obywatelska zmieniła swój chorobliwy sposób postrzegania i uprawiania polityki. W związku z tym jestem przekonany, że najlepszą metodą ochrony Polski przed nieszczęsnymi skutkami pomysłów, działań i zaniechań Platformy jest wyborcza kastracja tego ugrupowania.

Co kilka lat trafia do naszych rąk narzędzie, przy którego pomocy możemy ten zabieg przeprowadzić. Jest nim karta do głosowania. Od nas zależy, czy zechcemy ją roztropnie wykorzystać.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 15 mar 2014, 19:59 
Offline
gaduła
gaduła
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 lut 2012, 15:20
Posty: 368
Lokalizacja: Z-c
Dobrze piszesz, ale w tym "czerwonym" Zgorzelcu nikt tego nie czyta, zaklinają rzeczywistość i głosują na PO, gdzie większość dawnych towarzyszy zadekowała się na dobre. Teraz ta "elita" rządzi tu niepodzielnie. Według nich i powszechnych mediów każdy kto ceni barwy narodowe to faszysta, bo przecież cytując Tuska "polskość to nienormalność", nazywając teraz Rosjan bandytami jest "trendi", jeszcze pół roku temu to był objaw rusofobii, PO i ichnie media (tvn, polsat, tvp, GW itp) jak widać cierpi na schizofremie paranoidalną, ale w takim Zgorzelcu nikt tego nie widzi. Po 7-latach rządu tych kolesi mamy Polskę zruinowaną do cna. Jedyny ratunek dla kraju to jak najszybsze wprowadzenie reform węgierskich - patrz Wiktora Orbana, który jako jedyny postawił się pazernemu lobby UE i kolonizacji własnego państwa.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 15 mar 2014, 20:25 
Offline
pismak
pismak
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 cze 2009, 21:10
Posty: 804
Lokalizacja: San Francisco
SeaBlade pewnie jesteś dobrym politykiem ale o so Ci chosi? :lol:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 17 mar 2014, 16:57 
Offline
pismak
pismak

Rejestracja: 06 lip 2006, 12:24
Posty: 489
Lokalizacja: Zgorzelec
Chodzi o to że "czerwony" Zgorzelec nie głosuje na partie Jarka


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 18 mar 2014, 12:31 
Offline
VIP
VIP
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 cze 2007, 12:05
Posty: 5069
Lokalizacja: Zgorzelec /Jerzmanki
xionc pisze:
Chodzi o to że "czerwony" Zgorzelec nie głosuje na partie Jarka


MARUNIO - dokładniej to chodzi o to, że Zgorzelec jest tak czerwony, że głosuje na PO... :smt020


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 186 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  


Support forum phpbb by phpBB3 Assistant
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
NA FORUM OBOWIĄZUJE ZAKAZ UŻYWANIA FORM "PAN" oraz "PANI". Używamy tylko formy bezpośredniej.


Firma DGL - właściciel www.forum.zgorzelec.info nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników.
Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub ccywilną..